Papierowy zawrót głowy


- I to są problemy pierwszego świata! - rzekła bliska mi osoba, kiedy po raz enty zapiekliłam się na ulotki zostawiane w osiedlowych klatkach schodowych. Mimo wyraźnego, prawnego zakazu zostawiania ich tam.
Jeśli chodzi o mnie, to gdybym mogła, tobym starała się rozwiązywać problemy trzeciego świata, ale tak się fortunnie dla mnie złożyło, że żyję w tzw. pierwszym świecie i dotyczą mnie właśnie tego świata problemy. I żeby była jasność, doceniam 'problemy pierwszego świata' czyli dobrobyt każdego dnia. Dobrobyt można interpretować na różne sposoby, dokładnie tak samo jak nieszczęsnego palca ojca Adasia Miauczyńskiego w pupie koleżanki z filmu '7 Uczuć' Koterskiego. Dla mieszkańca Północnej Afryki dobrobytem może być posiadanie ogromnej ilości kóz. Dla mieszkańca którejkolwiek stolicy europejskiej może to być jadanie trzech posiłków dziennie w najdroższych restauracjach i obwieszczanie światu na Instagramie, co się właśnie włożyło do jamy ustnej. Dla mnie dobrobytem jest stan, w którym jestem kochana przez moją rodzinę, którą ja również bardzo kocham. Ja i moja rodzina mamy co jeść, a nawet mamy wybór co zjeść, mamy dach nad głową i naprawdę wszelkie warunki, aby cieszyć się z życia. Nie jesteśmy pozbawieni problemów dnia codziennego, ale kiedy już zaczynam biadolić, przypominam sobie jaką jestem szczęściarą. Mimo zaciągniętego kredytu na około trzydzieści lat :-).
Jestem też trochę zła a momentami niestety bardzo. Właśnie na ten pierwszy świat. Można śmiało rzec, że obecne zmiany klimatyczne całej planety spowodowane są w głównej mierze przez ten najmniejszy procentowo i objętościowo pierwszy świat. Zmiany klimatyczne są niewygodnym tematem, zwłaszcza wśród ludzi, którzy nie potrafią spojrzeć prawdzie w oczy. Nie zawinę się w prześcieradło i nie zacznę się czołgać w kierunku cmentarza ale faktem jest, że jestem poważnie zmartwiona i nie mam zbyt pozytywnych wizji przyszłości. O tym i innych może następnym razem. Moje bolączki będą prawdopodobnie wyczuwalne w każdym poście. W końcu z ich powodu ten blog w ogóle powstaje!
Ok, ciotka, dość wynurzeń, czas na konkrety. Proponuję przyjrzeć się swojej poczcie, tej namacalnej. Skłamałabym twierdząc, że to mój autorski pomysł. To oczywiście Bea Johnson podpowiada jak się za Zero Waste Home w ogóle zabrać. Przejrzałam swoją pocztę i popytałam w rodzinie i wśród znajomych o to, co im zalega w skrzynkach. Okazuje się, że są to głównie listy z banków i sklepów, do których się 'zapisaliśmy' i zgodziliśmy na otrzymywanie poczty. Tak się składa, że te zgody można po prostu cofnąć. Wystarczy wystosować mailem specjalną prośbę o nieprzysyłanie papierowej poczty do domu. W moim przypadku był to Douglas i Sephora. W kolejce czeka Vision Express, który wysyła mi kartki drukowane jednostronnie, co rozeźliło mnie już doszczętnie. Na moim Instagramie znaleźć można przykłady takich próśb. Wystarczy wkleić takiego maila, podać swoje dane i puścić w chmurę!
Nikt nie każe Ci przywiązywać się do drzew w obronie flory.
Nikt nie każe Ci opiekować się chronionymi gatunkami zwierząt.
Nikt nie każe Ci zapisywać się do ekologicznej organizacji pozarządowej.
Zacznijmy od ograniczenia zużycia papieru... Każdy z nas ma realny wpływ na to, co się dzieje. Dzięki Tobie mniej drzew pójdzie do wycinki, a tym samym więcej zwierząt, organizmów i mikroorganizmów nie straci swojego domu. Zaczniesz być eko. Dasz coś od siebie dla ludzi, a dając też zyskasz na przykład satysfakcję.
Jak już wspominałam, jeśli ja wyślę takie prośby a oprócz mnie jeszcze jedna osoba i jeszcze jedna, to może uzbiera się nas spora garstka. Krótko mówiąc, praca u podstaw.
    Brawo Ty.
    Brawo ja.

I jeszcze jedno... Gdybym miała wybór między posiadaniem ogromnej ilości kóz a jadaniem w najdroższych restauracjach z telefonem w ręku to autentycznie wybrałabym to pierwsze, a do restauracji skoczyłabym raz czy dwa w miesiącu :) 

Komentarze

Popularne posty