A po pierwszym miesiącu...


Jest cudownie. Chociaż często mówi się, że najtrudniejsze są początki, ja mam wrażenie, że pierwszy miesiąc okaże się najłatwiejszym. Budowanie nawyków jest prostsze niż się komukolwiek wydaje, jeśli wykazuje się odrobinę chęci. Mój kosz bezpowrotnie opuści parę artykułów, których wyrzucanie nie było zbyt korzystne dla środowiska.
W pierwszej kolejności postanowiłam się uporać z foliowymi torebkami. Wiem, że jest teraz za przeproszeniem obstrukcja na punkcie kupowania wszystkiego, co ma w nazwie 'eko', ale mnie się udało znaleźć w domu aż 6 torebek materiałowych. Trzeba o nich zawsze pamiętać, najlepiej trzymać w aucie, torbie na siłownię, torbie damskiej, torbie męskiej i przede wszystkim obok drzwi w przedpokoju. W supermarketach, o ile tam zaglądam, wkładam owoce i warzywa bezpośrednio do koszyka. I tak je w domu wyparzam, więc używanie tych malutkich, bezpłatnych wydaje mi się zbyteczne. Czasami widzę ludzi upychających te bezpłatne folióweczki garściami po kieszeniach. Ależ z nich oszczędni spryciarze. Tak przechytrzyć system!
Wysłałam też parę wiadomości do firm, aby nie nękały mnie papierową pocztą. Tutaj odniosłam sukces. Parę firm mi odpisało, więc do kosza trafi mniej makulatury. W planach mam wycieczkę do banku, aby zapytać czy nie mogą się nieco cywilizować i nie informować mnie o każdej drobnostce listownie. W XXIw. można się śmiało przenieść na pocztę mailową.
Do mojego kosza nie trafią też papierowe torebeczki, w których kupuje się pieczywo. Uszyłam sobie torebeczki z pieluch muślinowych i tetrowych oraz poszewek na poduszki, których nie używam. Wystarczy je przeprać i potraktować żelazkiem. Ot cała filozofia, a śmieci mniej. Oprócz tego przestałam wyrzucać stary chleb. Trzymam go w suchym miejscu, a potem trafia do moich dziadków na wieś, gdzie jest dobrze spożytkowany. I nie chodzi o to, że moi dziadkowie łamią sobie zęby, bo tak przepadają za suchym chlebem. Chleb trafia do zwierząt w gospodarstwie.
W tym miesiącu po raz ostatni użyłam kupnego płynu do płukania jamy ustnej. Zastąpiłam go szklanką wody z jedną łyżeczką octu jabłkowego. Myślę, że uzbiera się parę butelek plastikowych mniej w śmieciach.
Mam ogromną nadzieję, że sprawdzi się mój chyba najnowocześniejszy zakup ostatnich lat, menstrualny lejek. Kubek na specjalne, kobiece dni, jest wielokrotnego użytku i ponoć bardzo higieniczny. A jak się sprawdzi, to tamponom powiem 'adios para siempre'. Tym bardziej, że w tamponach jest ukryty plastik.
Szczoteczki bambusowe są cudowne, niczym się nie różnią od zwykłych, a fakt, że nie są z plastiku sprawia, że zęby się myje jeszcze przyjemniej. Po wymianie można je przerobić na drewniane liczydełka szkolne. Bo bambus to drzewo!
Jako ostatnią w tym miesiącu udało mi się uregulować kwestię kawy i herbaty. Aż wstyd się przyznać, że używałam kapsułek do kawy. Wybrałam się do sklepu na wagę z przyprawami, herbatami i ziarnami kawy. Wzięłam swoje słoiczki, więc właściwie nie będę miała żadnych śmieci z tego tytułu. Pozbędę się torebek herbaty, które zawierają plastik, kapsułek kawy i kartoników, w których się kapsułki sprzedaje.

Niby mało się wydarzyło, a jak dużo. Jestem dumna, że udało mi się zacząć prowadzić 'No Waste Home' i na pewno z tej drogi nie zejdę. Robię to dla dzieci i świata. Może Tobie też się uda zacząć żyć bez dziesięciu nowych bluzek miesięcznie, dwunastu szminek i plastikowych torebek? To prostsze niż myślisz, tylko zacznij.

Komentarze

Popularne posty