No Waste zaczyna się w głowie


Ruch No Waste definiowany jest jako styl życia, który zakłada zminimalizowanie generacji odpadów. Punkt po punkcie jest technicznie opisane, jak się w tę grę bawić. Ja sama w nim uczestniczę, za co jestem niezmiernie wdzięczna swoim przyjaciółkom, które podarowały mi na urodziny książkę Bei Johnson pt. „Pokochaj Swój Dom”.
Po miesiącu ograniczania śmieci stwierdzam, że ten ruch jest jedną z fajniejszych, globalnych akcji ostatnich czasów. Życie staje się naprawdę ciekawsze i pełniejsze bez tych wszystkich litrów odpadów. W ciągu pierwszego miesiąca malutkimi kroczkami zmniejszyłam zasobność kosza o jedną trzecią. Oprócz tego nauczyłam się rzeczy, których nasze pokolenie o mało by nie poznało. Zaczęłam też przychylniej patrzeć na siebie, bo im więcej sukcesów na koncie, tym człowiek szczęśliwszy. A ja jestem dumna z najmniejszych sukcesów, tj. ze zrobienia domowego płynu do płukania ust zamiast używania kupnego. Chcę się wysilić, nie chcę iść na skróty.
Często słyszę, że ludzie nie dbają o środowisko bo nie mają czasu. Idą do pracy, więc czego więcej od nich wymagać. I zaczyna się porównywanie, że ten może sobie pozwolić na dbałość o szczegóły, a tamten nie. A prawda jest taka, że móc to chcieć. Ktokolwiek chce chodzić do sklepu z własną torbą, ten może i będzie z nią chodził. Zdarzy się raz czy dwa, że zapomni, ale przy odrobinie samodyscypliny w końcu wejdzie mu to w nawyk. Tylko naprawdę trzeba chcieć. Ja zapomniałam parę razy, aż zaczęłam wozić dwie torby materiałowe w aucie bez względu na to, czy zmierzam do sklepu czy tylko na spacer. W torbie noszę słoik, bo może mi się przypomnieć na spacerze, że nie mam ogórków kiszonych. Noszę też pudełko po lodach na wypadek, gdybym musiała gdzieś coś wziąć na wynos.
Zacznijmy No Waste od uporządkowania głowy. Jeśli żyjemy w upośledzonej rzeczywistości, w której dominują wartości wtórne, to nie wyjdzie nam nawet najbardziej podstawowe założenie tego ruchu czyli noszenie materiałowej torby na zakupy. Chodźmy na spacer, sami lub z najbliższymi i rozmawiajmy. Ze sobą, z mężem czy dziećmi, o wartościach pierwotnych. O tym, kim jest człowiek, jak bardzo jest związany z naturą, czym jest natura i jak być dobrym człowiekiem. Rozmawiajmy o wszystkim, a nawet o niczym. Po rozmowach i przebywaniu na łonie natury zaczyna się dostrzegać to co najważniejsze, czyli życie w spokoju. I proszę mi uwierzyć, że na spacerze nie dochodzi się do wniosku, że spokój dają pieniądze. Spokój już jest w nas, trzeba go tylko uwolnić. Przetrzeć lustro zadymione naleciałościami kulturowo-społecznymi i odetchnąć z ulgą.
Z tak lekką głową No Waste to przyjemność.

Komentarze

Popularne posty