Karotynka


Na zegarze wybiła północ, kiedy rodzina Karotków wyszła na spacer. Tata Karotyn z mamą Super Karotyną bardzo chcieli pokazać swoim dzieciom świat innych warzyw i owoców. Wszystkie półki wypełnione były kalafiorami, mandarynkami, pomidorkami, a nawet granatami. W sklepie nie było już żadnego człowieka, więc warzywa i owoce rozgadały się w najlepsze! Wśród śmiechów, krzyków i przechwałek można było usłyszeć, że ktoś przyjechał z Azji. Kto inny z kolei szczycił się, że płynął aż z Afryki.
Karotynka z bratem patrzyli na swoich rodziców z podziwem, gdyż byli oni znani wszystkim napotkanym na spacerze jarzynom. Cała sklepowa zielenina kłaniała się im z szacunkiem.
  • Witam cię Buraccini! Jak zdrowie szanownego pana? Widzę, że jeszcze dziś pan z nami spędzi noc. Cieszę się bardzo i serdecznie pozdrawiam! - krzyknął tata Karotyn do napotkanego buraka, kłaniając mu się w pas.
  • Dziękuję panie Karotynie, zdrówko dopisuje, ale już mnie ze starości łupie w kręgosłupie i mógłbym jutro trafić do jakiegoś pysznego, polskiego obiadku. Byłbym bardzo szczęśliwy! - odpowiedział Buraccini, który był już dojrzały i smaczny.
  • Życzymy ci Burracini, żebyś jutro trafił do domu jakiegoś wspaniałego kucharza i wylądował na stole jako przepyszna surówka do obiadu. - ciepło uśmiechnęła się mama Super Karotyna, wyraźnie dodając burakowi otuchy.
I tak przechadzali się alejkami, witając się z jednymi, a żegnając z innymi. Witali się z braćmi i siostrami, które trafiły do sklepu parę godzin wcześniej. Żegnali się z tymi, którzy wraz z nowym dniem mieli opuścić sklep.
Karotynkę zaczęło zastanawiać, gdzie trafią następnego dnia warzywa i owoce, z którymi żegnają się ich rodzice. Postanowiła spytać mamę, bo Super Karotyna była bardzo mądrą marchewką, miała świetny słuch i pamięć, więc z pewnością znała odpowiedź na nadciągające pytanie.
  • Mamo, a gdzie jutro trafią wszyscy ci, z którymi się żegnamy? - spytała Karotynka, która bardzo lubiła się uczyć nowych rzeczy.
  • Cieszę się, że pytasz córeczko. Jak już wiesz, marzeniem każdego warzywka i owocu jest trafić do brzucha tak zwanego człowieka lub zwierzątka. Niestety, nie każdego przygoda tak się kończy. Słyszałam, że w niektórych sklepach, nasi bracia trafiają do kosza na śmieci, a to chyba najgorsze, co się może przydarzyć - Super Karotyna uścisnęła dzieci, widząc przerażenie w ich małych, marchewkowych oczach. Z pomocą przyszedł tata, tłumacząc.
  • Na szczęście w naszym sklepie, starzejąca się jarzyna i zielenina trafia do takich specjalnych banków. Do nich z kolei chodzą ludzie potrzebujący i właśnie do ich brzuchów wędrują. W ten sposób żywność się nie marnuje, a to bardzo ważne dla naszej planety. A o nas się dzieci w ogóle nie musicie martwić. Każde dziecko uwielbia marchewkę, więc na pewno ktoś nas za dwa, trzy dni kupi. – Karotynka z bratem uśmiechnęli się na myśl o tym dniu.
Właśnie mijali rzodkiewkę, kiedy Karotynek zobaczył coś dziwnego.
- Tato, a czemu ten pan w żółtym jest taki blady i smutny? – spytał niezwłocznie wyraźnie poruszony tym widokiem.
- Karotynku mój słodki, to pan Bananus z afrykańskich ziem. Chodźmy się dowiedzieć, co mu dolega. Witam, panie Bananusie. Niech pan wybaczy, jeśli mogę spytać, czemu jest pan taki blady i smutny? – tata Karotyn bardzo delikatnie spróbował znaleźć odpowiedź na pytanie synka.
- Dzień dobry rodzinko Karotynów, dziękuję, że zajrzeliście w moje strony. Powiem wam szczerze, że nieszczególnie się czuję, bo ledwo mogę oddychać. – użalił się nad sobą Bananus, starając się wziąć oddech.
- A czemu to Bananusie? – spytała Karotynka.
- Jak zauważyliście, jestem zapakowany w torebkę foliową i jest tu bardzo duszno. Tym bardziej, że przebywam w tym ubraniu już od wyjazdu z Afryki, a to bardzo daleko!
- Biedny jesteś Bananusie, nie możesz się jakoś uwolnić z tej folii? – spytał tym razem synek Karotynek.
- Niestety nie mogę, ale pocieszam się tym, że moi bracia z sąsiedniej półki są nieopakowani i mogą się cieszyć wolnością. Wybaczcie moi mili, ale nadeszła pora mojej popołudniowej drzemki… - ziewnął Bananus i od razu zasnął.
Temat foliowych opakowań bardzo zainteresował marchewkowe rodzeństwo i od razu poprosili rodziców, żeby wytłumaczyli im foliową zagadkę. Super Karotyna wiedziała na ten temat naprawdę sporo.
- Z tego co moje marcheweczki słyszałam, warzywa i owoce w takich foliach nie są zbyt szczęśliwe. Każdy z naszego warzywniaka chciałby nie nosić folii i być na wolności. Weźmy takiego Bananusa i jego kolegów, oni nawet nie mogą iść na spacer tak jak my. Na szczęście doszły mnie słuchy, że coraz mniej naszych braci i sióstr ma być sprzedawanych w folii. Są to wspaniałe wieści, bo nasza skóra czyli obierek potrzebuje powietrza. Jakie szczęście, że my możemy oddychać. – westchnęła mama, myśląc o śliskim ubraniu Bananusa.
- Wiadomo, że lubimy też być kupieni tak zwanym luzem czyli niepakowani w torebkę lub w torebkach materiałowych czy siateczkowych, w których jest nam wygodniej. Po przybyciu do domu w tych wielorazówkach, ludzie muszą nas porządnie umyć, gdyż jak każdy po podróży, jesteśmy trochę brudni.
Marchewkowe rodzeństwo zaczynało już wszystko rozumieć. Tata Karotyn zauważył, że za oknem zaczyna się przejaśniać i powiedział do swojej rodzinki:
- Chodźcie moi mili, zaraz otwierają sklep i pojawią się ludzie. Być może to nasz szczęśliwy dzień i ktoś nas kupi.
Rodzina Karotków zaczęła zmierzać na swoją półkę. Po drodze widzieli jeszcze Pana Ogórasa, jak się sprzeczał z Panną Pyrką o to, które z nich wolą jeść ludzie. Wskakując na półkę, Karotynka zauważyła też Psotne Jagódki, obijające się o siebie brzuchami. Zaczynał się dzień, pierwsze promienie słońca usypiały nasze marchewki, a na horyzoncie pojawili się uśmiechnięci ludzie z torebkami. Do zobaczenia w brzuszku!

Komentarze

Popularne posty